Wystawy

  • 10.112017
    Geometria_swiatla_I,_tempera_zoltkowa_na_plotnie,_60x60cm_2017_m[1].jpg

    Dariusz Milczarek "Poczekalnia"

    (..).Granica między światłem i cieniem jest jednym z najważniejszych wyróżników w malarstwie Dariusza Milczarka (…) Swoje kompozycje kreuje bazując na wykonanych przez siebie zdjęciach. Zaskakująca jest deklaracja autora gdy w fotografii widzi „możliwość zwolnienia tempa, zatrzymania zmienności”, co poza oczywistymi funkcjami tego medium i szaleńczego dynamizmu obrazowania zapowiada refleksyjność, zastanowienie, nawet kontemplację. W tej deklaracji posuwa się jeszcze dalej, bo przy dużej wiedzy, świadomości czym jest dla niego fotografia, jaki jest jej potencjał i możliwości totalnego działania, opowiada się za malarstwem jako medium dla siebie najważniejszym. Malarstwo według niego daje nieograniczoną swobodę wypowiedzi, wolność. Taka postawa jest wbrew powszechnym tendencjom, modom i godna szacunku, tym bardziej, że to świadoma decyzja, bezkompromisowa na rzecz jakże ważnej, kto wie czy nie najważniejszej wartości jaką jest bezinteresowne wypowiedzenie własnej prawdy o sobie i świecie, tu za pomocą malarstwa. Ważne więc jest to „jak” mówi, jak maluje. Widzi w malarstwie niewyczerpane możliwości wyrazowe, znaczeniowe i właśnie głównie językowe. A język wypowiedzi malarza jest niepowtarzalny, jedyny i on tak naprawdę powołuje do istnienia na nowym malarskim gruncie osobne istnienie człowieka, malarza. A cóż to oznacza innego jak nie pamięć, pamięć jednostkową, prawdę która porusza się pośród uniwersów ludzkich i buduje wspólne uniwersum. Są to być może pewne oczywistości, ale warto je przywoływać. Jedną z najważniejszych form wyrazowych języka malarskiego jest kolor. W fotografii jest on w pewnym stopniu imitacją, natomiast w malarstwie bardziej osobisty, własny, gdyż widzenie wynika z bezpośredniego przeżycia emocjonalnego. Kolor jest możliwością indywidualną nawet gdy zbliżony do drugiego, tworzy to jednak niepowtarzalny zestaw, temperaturowy układ, nasycenie, dźwięk, bowiem każdy człowiek ma inne poczucie koloru. Inną cechą języka malarskiego poza kolorem jest cała sfera strukturalna obrazu. Faktura obrazu buduje się za każdym razem osobno, jednorazowo. Autor postanawia malować na czarnych tłach. To co powstaje na obrazach jakby było następstwem działań w mrocznym fotograficznym laboratorium, tyle że przy użyciu odmiennej techniki, tempery żółtkowej. Technika temperowa przy swojej niepowtarzalnej strukturze powierzchni, maty, drobna tkanka pociągnięć pędzlem, umożliwia w miarę długą kontrolę nad malowanym obrazem, pozwala zastanowić się pozostawiając niejako w gotowości sferę wyrazową, nastrojową, a ta jest ostatecznie zbudowana niepowtarzalnie. Na czerni toczy się gra w przewadze błękitów o różnym nasyceniu, fioletów, zgaszonych zieleni, brązów, chłodnych szarości pomiędzy akcentami niemal czystej żółci, niekiedy jasnego kobaltu, skrawka czerwieni, oranżu czy rozjaśnionej sieny. Owe nasycone akcenty spinają, potęgują zanurzenie w cieniu. Są wśród tych prac również stonowane, w których zjawiskowość kształtów cienia jest głównym wystarczającym wątkiem. Zjawiskowość działania jest tu podstawowym pierwszym wrażeniem, czyli to co jest istotą malarstwa jako takiego. U Dariusza Milczarka tematyka wyłania się dzięki fotografii. Są to kompozycje figuralne, portrety, człowiek we wnętrzu, postać w codzienności otoczenia i przede wszystkim cień, który żyje dzięki światłu. Wprawdzie są to malowane konkrety, momentami łatwo rozpoznawalne, jednak większość nie jest wprost, ale ukryta. Bohaterem obrazów w gruncie rzeczy jest graniczność, to co między konkretem a abstrakcją, miedzy jasnością światła a zanurzeniem w cieniu ustanawiane harmonijnie, oszczędnie przy pomocy ciekawej, charakterystycznej dla tempery struktury powierzchni. Owa graniczność, odrealnienie w warstwie strukturalnej, gra pomiędzy światłem i mrokiem, czarne tło, próbują wyrazić tajemnicę świata bliskiego. Zanikanie w mroku portretowanej twarzy, wibracje cienia, witrażowa tafla, zanikanie postaci we wnętrzach jest zwróceniem uwagi na proces, na chwilowość zjawisk życia, w którym malarstwo tą efemeryczność monumentalizuje, zatrzymuje. Fotografia, zwłaszcza wizerunków człowieka, zanim totalnie się rozprzestrzeniła, była czymś odświętnym, posiadała cechy wyjątkowości. Sadzę, że to potrzeba wyjątkowości chwili, wyjątkowości zdarzenia skłania autora do malowania, do uprawiania tego rodzaju sztuki, bo przewrotnie malarstwo obecnie jest świętem. W wyjątkowym malarskim medium powstaje tu połączenie tego, co fotografia swoją zewnętrznością sugeruje, z tym co jest autora własną świata interpretacją. Półmrok, cień i jasność światła, jedność przeciwieństw, dotyk obiektywności piękna.(...)

                                                                                                                                     prof. Stanisław Baj

     Fragment recenzji pracy doktorskiej Dariusza Milczarka p.t. „Obrazy światło-czułe”

  • 19.102017
    Janusz_Orbitowski_1.00[1].jpg

    Janusz Orbitowski "Ścieżki i ślady"

    …Ascetyczne kompozycje sznurkowe (białe i czarna) wydają się minimalistycznymi wypowiedziami, w których prostota geometrii przenika się z delikatnością bardziej organicznych form, ład z potrzebą uchwycenia indywidualnej wrażliwości oka, umysłu, ręki. Tym razem zostały pokazane ich wielkoskalowe wersje. Można w nich widzieć nie tylko realizację wysublimowanych poszukiwań formalnych, ale też uogólnione wrażenia z nigdy dostatecznie niezgłębionego świata przyrody czy pejzażu. Można dostrzegać również ciągłe nawracanie do pytań o naturę obrazu, o jego sposób bycia w polu widzenia, w otoczeniu, o sposoby niuansowania powierzchni płótna, wydobywania przestrzeni. Zrytmizowane, równoległe, diagonalne linie przymocowanych i zamalowanych sznurków witalizują nieme podobrazia. Tworząca się faktura, precyzyjnie, a zarazem dyskretnie utkana z pasków zestawionych pod różnymi kątami operuje wypukłością, grą światła i cienia, a zarazem migotliwym ruchem powstałym pod wpływem naturalnego oświetlenia i zmian punktu widzenia odbiorcy. Oddziałuje tak charakterystyczna dla twórcy, subtelna dynamika. Dzięki niej obraz nie jest zastygłym w sobie przedmiotem do kontemplacji, choć poprzez asocjacje użytej bieli albo czerni– wnosi również wyciszającą jakość, a także metaforyczne sensy i estetyczną wartość.

         Ślady – to z kolei duże płótna o zawężonej chromatyce, malowane akrylem. Powierzchnia podobrazia tak często modyfikowana przez artystę dzięki wprowadzeniu elementów trójwymiarowych: listewek, prostokącików, sznurków w tym wypadku jest płaska, a efektu przestrzennego nabiera tylko dzięki zabiegom malarskim…

  • 06.072017
    Baby_Martyr,100_x_70_cm,_2016_m[1].jpg

    JACEK SROKA UMBANDA (BRAZYLIJSKA I POLSKA)

    Umbanda*

    Droga prowadząca z wyżyn Kurytyby nad Ocean Atlantycki, do Antoniny i Morretes, wije siępośród oszałamiającej kolorami i bujnością roślinności.

    Malownicze i egzotyczne pejzaże, góry, doliny zmieniająsię wraz z wysokością:

    im niżej - tym bardziej tropikalnie, im wyżej - tym surowiej, ale zawsze barwnie.

    Wydaje sięnam, przybyszom z Europy, że uroda tego kraju nie ma granic.

    Estrada Graciosa!

    Nie ma w tej nazwie cienia przesady.

    Wybraliśmy bocznąodnogę, jużnie brukowaną, zwykły dukt leśny.

    Przecinany strumykami, otoczony blisko, najbliżej gęstwiną, zmierzwioną, dziką, zieloną;

    drzewa, pnącza, ogromne mięsiste liście... idylla, paradyz.

    Z okien samochodu zauważyłem cośosobliwego.

    W pełnym słońcu ktoś(kto?) ustawiłprzy trakcie dziesiątki, nie! setki płonących świec.

    Za chwilępośrodku drogi pokazały się, stojące obok siebie, w parach

    i, co kilkadziesiąt centymetrów rozmieszczone, plastikowe kubki z wodą i bułki.

    Temu porządkowi nadal towarzyszyły świece oraz ułożone pieczołowicie, na matach,

    owoce i maniok. Wszystko ukwiecone, ozdobione. Dalej misy, w których znowu kwiaty,

    i jeszcze wstążki, kolorowe, splątane.

    Wreszcie, pod drzewami…laleczki, różowiutkie, plastikowe czy gumowe.

    Bobaski niepokojące, absurdalne.

    Umbanda!

    Byle tylko biała! Nie czarna! - to koleżanki podróżujące z nami Brazylijki. Bo „czarna”- nieprzychylna, objawi siędrastycznie, zaszkodzi!

    Wtedy, za nami, w końcu drogi, pojawiłsięogromny terenowy samochód…

    Ta historia, opowiedziana zamiast krytycznego wstępu, mówi jednak o twórczości…Kto styka sięze światem tak skomplikowanym, bogatym i tak niepokojącym, próbuje języka adekwatnego, ale i własnego. Tylko ton osobisty oddaćmoże aspekty tej rzeczywistości: jej urodę, jej nadrealny charakter.

    A polska umbanda.. Jaka jest, każdy widzi.

     

    Jacek Sroka

     

    * Umbanda (w języku bantu: sztuka leczenia, magia) - kult afroamerykański rozpowszechniony w Ameryce Łacińskiej, zwłaszcza w Brazylii, łączący elementy wierzeńafrykańskich, europejskiego okultyzmu i spirytyzmu.

  • 25.052017
    Blady_swit[1].jpg

    Joanna Karpowicz "L.A. Woman"

    „W swoich obrazach Joanna Karpowicz wykorzystuje potencjał narracyjny Miasta Aniołów. Zagląda pod pierwszą warstwę opowieści by dotrzeć do tej, która wyłania się spod niej. Chwyta codzienną niecodzienność Los Angeles, jego urodę, jego paradoksy. Czy dociera do prawdy o tym miejscu? Dociera do czegoś bardziej istotnego. Do świadomości, że w tym dziwnym miejscu prawda nie ma żadnego znaczenia. Liczy się dobra opowieść. Każdy z obrazów Joanny Karpowicz to dobra opowieść. Ona i Miasto Aniołów są dla siebie stworzeni” - tak pisze o wystawie malarstwa „L.A. Woman” Magdalena Lankosz, scenarzystka, producentka filmowa i dziennikarka, specjalizująca się w temacie „wielkiego ekranu”. Obrazy Joanny Karpowicz, malarki i autorki komiksów będzie można oglądać w krakowskiej galerii Artemis od 25 maja. Wystawa składa się z kilkunastu prac, dla których wspólnym mianownikiem jest Los Angeles – zagadkowe, pełne powietrza i światła oraz mroku. Zapraszamy miłośników dobrych opowieści.

  • 20.042017
    Transcendent_1_K_2014_150mm_maly[2].jpg

    TADEUSZ GUSTAW WIKTOR "EPITAFIUM DLA JANINY KRAUPE TRANSCENDENTY"

    Jako ikonozof penetruję wielorakie estetyczne strefy Panobrazu, od skrajnie ekspresywnych-intuicyjnych, po uporządkowano-wyspekulowane. Jedną z nich włada mój Dionizos, drugą mój Apollo. Stąd bierze się, że tak powiem, poli-dualizm zarówno w sferze Formy, warsztatu, jak i treści wielu moich dzieł. Ale mam w dorobku takie prace, w których oba te nietzscheańskie pierwiastki świetnie się dogadują. Koegzystują ze sobą w pełnej, formistycznej i przesłaniowej symbiozie. Dionizyjska zgrzebność czy romantyka, jest w nich stylizacyjnie sprzężona – zgrana z apollińską powściągliwością, czy harmoniką. Tak jest na przykład w obrazach z cyklu „Transcendenty”.

     

    Tadeusz Gustaw Wiktor 2017

  • 16.032017

    DANIEL MRÓZ "POMNIKI NIEUCZESANE"

    Krakowski jubileusz czy exegi monumentum?

     

    Kpiarska tradycja, wywodząca się z Zielonego Balonika, celnie opisanaprzez Boya, tak chętnie przez ojca cytowanego, kazała mi zastanowić się nad przypadającym w tym roku jubileuszem stulecia urodzin autora pokazanych na wystawie rysunków.

    Jak sam, gdyby żył, widziałby swoje dokonania — czy bardziej jako exegi monumentum, czy tak, jak to zjadliwie opisuje Boy w Krakowskim jubileuszu?

     

    Pośrednią odpowiedzią są pomniki, które narysował.

     

    Ojciec odnosił się niechętnie do celebry i wszelkich zbiorowych uniesień. Zapewne wspomnienie lat młodości, w których doświadczył skutków zarządzania zbiorowymi emocjami: najpierw państwowo dekretowanym hurra-optymizem lat przedwojennych, potem szaleństwem wojny, w końcu — jako krótkotrwały entuzjasta budowy „nowego wspaniałego świata” — nauczyło go krytycznie i z ironią odnosić się do narzuconych odgórnie autorytetów, ideologii, powszechnych entuzjazmów.

     

    *

    Daniel Mróz był „człowiekiem miejskim” — choć nie stronił od przyrody, ale jako celu wycieczek, a nie życia na łonie natury. Zafascynowany był miastami z przełomu wieków XIX i XX, już rozbudowującymi się z rozmachem, ale jeszcze pozostającym spójnym organizmem na ludzką miarę, z wyraźnie wyodrębnionym centrum.

    Przełom wieków przyniósł w architekturze nowe style i możliwości technologiczne, co pozwoliło wznieść na całym świecie wiele charakterystycznych budowli łączących często dawną skłonność do ornamentacji i symboliki z nowymi materiałami. Ta „hybrydowość” estetyki i techniki tego okresu (widoczna na przykład w wieży Eiffla wielokrotnie przez ojca przywoływanej — wprost i aluzyjnie) i w ówczesnych maszynach, była zapewne inspiracją do kreowania „ciągu dalszego” — równie hybrydowych machin, robotów, pomników.

    Zapewne dlatego Kraków, prócz tego, że był miejscem urodzenia, odgrywał w pracach artysty tak istotną rolę. W początku wieku rozrósł się, wzniesiono nowe, charakterystyczne budowle, jak choćby — przewijający się w wielu rysunkach Mroza — Dom Pod Globusem. Ale spacerując po linii A-B Rynku wciąż można było spotkać „wszystkich”, ludzie znali — choćby z widzenia — charakterystyczne postaci, do których grona wysoki, siwobrody Daniel Mróz był później zaliczany.

     

    *

    Pomnik to miejsce szczególne w strukturze miasta, punkt spotkań, podziwu (lub drwiny) przyjezdnych, połączenie odświętności, patosu i codziennego życia — a więc świetny pretekst i forma dla tworzenia zaskakujących połączeń i uprzytomnienia, że te czczone symbole są czasem mocno wątpliwe (np. „pomniki przemocy” — ilustracje do niemieckiego wydania S. J. Leca Nowych myśli nieuczesanych z 1964 r.), niekiedy trącą kiczem i przegadaniem (Spis treści w Jerzego Harasymowicza Micie o świętym Jerzym, 1960 r.) lub śmiesznością (nagrobek–krążownik szos w Deszczu Sławomira Mrożka, 1962 r.), a niejednokrotnie upamiętniają potwory (jednookie popiersie z okładki Opowiadań niesamowitych Aleksandra Grina, 1971 r.).

     

    Ale są w tej kolekcji również postacie traktowane z sympatią — posąg człowieka skamieniałego przy wyniesionym na krakowskie podwórko krześle (może zadumanego nad odchodzącym światem?) — ilustracja do opowiadania Sławomira Mrożka Życie współczesne (Słoń, 1957 r.), zwariowanych wynalazów Trurla i Klapaucjusza z Cyberiady Stanisława Lema (1972 r.), wreszcie pomnik przyjaciół tygodnika „Przekrój” (1975 r.), przedstawiający na monumentalnym, nawiązującym do socrealistycznej gigantomanii postumencie parę zaczytanych w piśmie modnie ubranych, długowłosych młodych ludzi o wyglądzie dalekim od ideału oficjalnie akceptowanej młodzieży.

     

    Niewątpliym (choć po mrozowemu żartobliwym) hołdem dla autora jest posąg Stanisława Jerzego Leca ze strony tytułowej wydania polskiego Myśli nieuczesanych (1959 r.), nawiązujący do przedstawionych we wnętrzu książki popiersi słynnych starożytnych myślicieli. Wprawdzie głowa popiersia została utrącona, ale obok widzimy jego potężny mózg–byka, cóż, że prowadzonego na łańcuchu, skoro nadzorca jest taki malutki?

     

    Jeśli więc pomnik — to stawiany indywidualistom, nonkonformistom, ludziom samotnie zadumanym nad światem. A do tej kategorii Daniela Mroza zapewne można zaliczyć.

     

    Łucja Mróz-Raynoch

  • 15.122016
    Leszek_Oprzadek_Mapa_nieba_m.JPG

    Leszek Oprządek "Czarne myśli"

    Tak, o nowych rzeźbach Leszka Oprządka, pisze we wstępie do katalogu
    dr Bożena Kowalska

     

    Są one … urodziwe już samym tworzywem, zapewne jeszcze starszym tradycją, niż ceramika, choć mniej od niej trwałym. Ten rzadki dziś tradycjonalizm materiałowy przy nowoczesności koncepcji artystycznej stanowi cechę szczególną twórczości Leszka Oprządka. Jego przyścienne obiekty z różnych gatunków drewna – lipy, świerku, sosny czy dębu – mają rozmaite kształty, ale niczego nie naśladują. To formy schodkowe wycięte na wierzchołku sękatego pnia, to kwadratowa płyta przepruta różnej wielkości, małymi, okrągłymi otworami, lub inna, prostokątna , z potrójnym wcięciem w głąb, przy czym najmniejsze jest okienkiem na wylot, to kula podziurkowana jak durszlak i przecięta na pół, to deska z wystającymi karbami-żebrami i prześwitami między nimi, to wreszcie rytmicznie, symetrycznie, dziewięciokrotnie przedziurawiona, owalna forma. Wszystkie te prace, jak zawsze u Oprządka i jak poprzednio jego obiekty ceramiczne, pozostają związane z przyrodą, wręcz wprost z niej wzięte i dalej w niej osadzone. Zachował w nich artysta naturalne słoje drzewne i spękania. I zastosował do tych rzeźb odwieczną metodę delikatnego opalenia powierzchni na czarno. Apelujące do wyobraźni słoje pni stały się przez to zintensyfikowanie widoczne, a tajemnica i magia ich wnętrza tym bardziej urzekająca. A z tą aurą tajemnic i oczarowania łączy się myśl o przemijaniu zapisanym w dekoracyjnych słojach ściętych pni. Uwydatnia ją kontrast naturalnego koloru drewna z uszlachetniającą je czernią.

    Twórczość Oprządka jest sztuką innego spojrzenia na świat, sztuką symboli, skojarzeń i refleksji.

  • 27.102016
    Dobkowski,_Ksiezyc_i_moja_czeresnia_XII_m[2].jpg

    JAN DOBKOWSKI "KSIĘŻYC I MOJA CZEREŚNIA"

    Od 1982 roku mamy działkę niedaleko naszego domu i na tej działce, już w pierwszym roku użytkowania, zasadziłem drzewko czereśni, które przez lata wspaniale się rozrosło. Któregoś jesiennego wieczora w 2010 roku byłem na działce i obserwowałem z zachwytem tę czereśnię na tle olbrzymiej tarczy księżyca. Doznałem wtedy głębokiego uczucia jedności z całym Wszechświatem.

                                                                    

                                                                                                Jan Dobkowski

  • 12.052016
    Kuryluk,_Adam_i_Ewa[1].jpg

    EWA KURYLUK "CZŁEKOPEJZAŻ"

    Głównym tematem juweniliów Ewy Kuryluk jest ogród natury - bujny i ulegający nieustannej transformacji gąszcz roślin, ludzi, ulubionych zwierząt i ptaków. Swoje przedstawienia człowieka jako bytu organicznie „wtopionego” w naturę nazwała artystka pod koniec 1967 roku „człekopejzażami”. Najwcześniejsze z nich bywają idylliczne, późniejsze, po śmierci ojca i Marcu 1968, już nie. Na drugim planie rozgrywają się, zminiaturyzowane, jakieś tragiczne i przerażające epizody, dominujące coraz bardziej w malarstwie, rysunku i grafice.

     

    Kinga Kawalerowicz

  • 14.042016
    Karpowcz_zacmienie_slonca_m[2].jpg

    KATARZYNA KARPOWICZ "GENIUS LOCI"

    Czym dla mnie jest Duch Miejsca?

    Krakowskie szarości Olgi Boznańskiej. Meksykańskie kolory Fridy Khalo. Ziemiste tony Pauli Modersohn- Becker z Worpswede pod Bremą. Ogniste oranże "Wielkiego Kanionu" w Arizonie. Studium wegetacji w serii "Tunel", malowanej w zielonej Anglii - Davida Hockneya. Włoskie kolumny Giorgio de Chirico, rzucające długi cień leniwej siesty. Egzotyka mocnych barw z Tahiti kontrastująca z delikatnością tonów francuskich Paula Gauguina.

Strony:
  • Dodaj link do:
  • facebook.com