Wystawy

  • 06.072017
    Baby_Martyr,100_x_70_cm,_2016_m[1].jpg

    JACEK SROKA UMBANDA (BRAZYLIJSKA I POLSKA)

    Umbanda*

    Droga prowadząca z wyżyn Kurytyby nad Ocean Atlantycki, do Antoniny i Morretes, wije siępośród oszałamiającej kolorami i bujnością roślinności.

    Malownicze i egzotyczne pejzaże, góry, doliny zmieniająsię wraz z wysokością:

    im niżej - tym bardziej tropikalnie, im wyżej - tym surowiej, ale zawsze barwnie.

    Wydaje sięnam, przybyszom z Europy, że uroda tego kraju nie ma granic.

    Estrada Graciosa!

    Nie ma w tej nazwie cienia przesady.

    Wybraliśmy bocznąodnogę, jużnie brukowaną, zwykły dukt leśny.

    Przecinany strumykami, otoczony blisko, najbliżej gęstwiną, zmierzwioną, dziką, zieloną;

    drzewa, pnącza, ogromne mięsiste liście... idylla, paradyz.

    Z okien samochodu zauważyłem cośosobliwego.

    W pełnym słońcu ktoś(kto?) ustawiłprzy trakcie dziesiątki, nie! setki płonących świec.

    Za chwilępośrodku drogi pokazały się, stojące obok siebie, w parach

    i, co kilkadziesiąt centymetrów rozmieszczone, plastikowe kubki z wodą i bułki.

    Temu porządkowi nadal towarzyszyły świece oraz ułożone pieczołowicie, na matach,

    owoce i maniok. Wszystko ukwiecone, ozdobione. Dalej misy, w których znowu kwiaty,

    i jeszcze wstążki, kolorowe, splątane.

    Wreszcie, pod drzewami…laleczki, różowiutkie, plastikowe czy gumowe.

    Bobaski niepokojące, absurdalne.

    Umbanda!

    Byle tylko biała! Nie czarna! - to koleżanki podróżujące z nami Brazylijki. Bo „czarna”- nieprzychylna, objawi siędrastycznie, zaszkodzi!

    Wtedy, za nami, w końcu drogi, pojawiłsięogromny terenowy samochód…

    Ta historia, opowiedziana zamiast krytycznego wstępu, mówi jednak o twórczości…Kto styka sięze światem tak skomplikowanym, bogatym i tak niepokojącym, próbuje języka adekwatnego, ale i własnego. Tylko ton osobisty oddaćmoże aspekty tej rzeczywistości: jej urodę, jej nadrealny charakter.

    A polska umbanda.. Jaka jest, każdy widzi.

     

    Jacek Sroka

     

    * Umbanda (w języku bantu: sztuka leczenia, magia) - kult afroamerykański rozpowszechniony w Ameryce Łacińskiej, zwłaszcza w Brazylii, łączący elementy wierzeńafrykańskich, europejskiego okultyzmu i spirytyzmu.

  • 25.052017
    Blady_swit[1].jpg

    Joanna Karpowicz "L.A. Woman"

    „W swoich obrazach Joanna Karpowicz wykorzystuje potencjał narracyjny Miasta Aniołów. Zagląda pod pierwszą warstwę opowieści by dotrzeć do tej, która wyłania się spod niej. Chwyta codzienną niecodzienność Los Angeles, jego urodę, jego paradoksy. Czy dociera do prawdy o tym miejscu? Dociera do czegoś bardziej istotnego. Do świadomości, że w tym dziwnym miejscu prawda nie ma żadnego znaczenia. Liczy się dobra opowieść. Każdy z obrazów Joanny Karpowicz to dobra opowieść. Ona i Miasto Aniołów są dla siebie stworzeni” - tak pisze o wystawie malarstwa „L.A. Woman” Magdalena Lankosz, scenarzystka, producentka filmowa i dziennikarka, specjalizująca się w temacie „wielkiego ekranu”. Obrazy Joanny Karpowicz, malarki i autorki komiksów będzie można oglądać w krakowskiej galerii Artemis od 25 maja. Wystawa składa się z kilkunastu prac, dla których wspólnym mianownikiem jest Los Angeles – zagadkowe, pełne powietrza i światła oraz mroku. Zapraszamy miłośników dobrych opowieści.

  • 20.042017
    Transcendent_1_K_2014_150mm_maly[2].jpg

    TADEUSZ GUSTAW WIKTOR "EPITAFIUM DLA JANINY KRAUPE TRANSCENDENTY"

    Jako ikonozof penetruję wielorakie estetyczne strefy Panobrazu, od skrajnie ekspresywnych-intuicyjnych, po uporządkowano-wyspekulowane. Jedną z nich włada mój Dionizos, drugą mój Apollo. Stąd bierze się, że tak powiem, poli-dualizm zarówno w sferze Formy, warsztatu, jak i treści wielu moich dzieł. Ale mam w dorobku takie prace, w których oba te nietzscheańskie pierwiastki świetnie się dogadują. Koegzystują ze sobą w pełnej, formistycznej i przesłaniowej symbiozie. Dionizyjska zgrzebność czy romantyka, jest w nich stylizacyjnie sprzężona – zgrana z apollińską powściągliwością, czy harmoniką. Tak jest na przykład w obrazach z cyklu „Transcendenty”.

     

    Tadeusz Gustaw Wiktor 2017

  • 16.032017

    DANIEL MRÓZ "POMNIKI NIEUCZESANE"

    Krakowski jubileusz czy exegi monumentum?

     

    Kpiarska tradycja, wywodząca się z Zielonego Balonika, celnie opisanaprzez Boya, tak chętnie przez ojca cytowanego, kazała mi zastanowić się nad przypadającym w tym roku jubileuszem stulecia urodzin autora pokazanych na wystawie rysunków.

    Jak sam, gdyby żył, widziałby swoje dokonania — czy bardziej jako exegi monumentum, czy tak, jak to zjadliwie opisuje Boy w Krakowskim jubileuszu?

     

    Pośrednią odpowiedzią są pomniki, które narysował.

     

    Ojciec odnosił się niechętnie do celebry i wszelkich zbiorowych uniesień. Zapewne wspomnienie lat młodości, w których doświadczył skutków zarządzania zbiorowymi emocjami: najpierw państwowo dekretowanym hurra-optymizem lat przedwojennych, potem szaleństwem wojny, w końcu — jako krótkotrwały entuzjasta budowy „nowego wspaniałego świata” — nauczyło go krytycznie i z ironią odnosić się do narzuconych odgórnie autorytetów, ideologii, powszechnych entuzjazmów.

     

    *

    Daniel Mróz był „człowiekiem miejskim” — choć nie stronił od przyrody, ale jako celu wycieczek, a nie życia na łonie natury. Zafascynowany był miastami z przełomu wieków XIX i XX, już rozbudowującymi się z rozmachem, ale jeszcze pozostającym spójnym organizmem na ludzką miarę, z wyraźnie wyodrębnionym centrum.

    Przełom wieków przyniósł w architekturze nowe style i możliwości technologiczne, co pozwoliło wznieść na całym świecie wiele charakterystycznych budowli łączących często dawną skłonność do ornamentacji i symboliki z nowymi materiałami. Ta „hybrydowość” estetyki i techniki tego okresu (widoczna na przykład w wieży Eiffla wielokrotnie przez ojca przywoływanej — wprost i aluzyjnie) i w ówczesnych maszynach, była zapewne inspiracją do kreowania „ciągu dalszego” — równie hybrydowych machin, robotów, pomników.

    Zapewne dlatego Kraków, prócz tego, że był miejscem urodzenia, odgrywał w pracach artysty tak istotną rolę. W początku wieku rozrósł się, wzniesiono nowe, charakterystyczne budowle, jak choćby — przewijający się w wielu rysunkach Mroza — Dom Pod Globusem. Ale spacerując po linii A-B Rynku wciąż można było spotkać „wszystkich”, ludzie znali — choćby z widzenia — charakterystyczne postaci, do których grona wysoki, siwobrody Daniel Mróz był później zaliczany.

     

    *

    Pomnik to miejsce szczególne w strukturze miasta, punkt spotkań, podziwu (lub drwiny) przyjezdnych, połączenie odświętności, patosu i codziennego życia — a więc świetny pretekst i forma dla tworzenia zaskakujących połączeń i uprzytomnienia, że te czczone symbole są czasem mocno wątpliwe (np. „pomniki przemocy” — ilustracje do niemieckiego wydania S. J. Leca Nowych myśli nieuczesanych z 1964 r.), niekiedy trącą kiczem i przegadaniem (Spis treści w Jerzego Harasymowicza Micie o świętym Jerzym, 1960 r.) lub śmiesznością (nagrobek–krążownik szos w Deszczu Sławomira Mrożka, 1962 r.), a niejednokrotnie upamiętniają potwory (jednookie popiersie z okładki Opowiadań niesamowitych Aleksandra Grina, 1971 r.).

     

    Ale są w tej kolekcji również postacie traktowane z sympatią — posąg człowieka skamieniałego przy wyniesionym na krakowskie podwórko krześle (może zadumanego nad odchodzącym światem?) — ilustracja do opowiadania Sławomira Mrożka Życie współczesne (Słoń, 1957 r.), zwariowanych wynalazów Trurla i Klapaucjusza z Cyberiady Stanisława Lema (1972 r.), wreszcie pomnik przyjaciół tygodnika „Przekrój” (1975 r.), przedstawiający na monumentalnym, nawiązującym do socrealistycznej gigantomanii postumencie parę zaczytanych w piśmie modnie ubranych, długowłosych młodych ludzi o wyglądzie dalekim od ideału oficjalnie akceptowanej młodzieży.

     

    Niewątpliym (choć po mrozowemu żartobliwym) hołdem dla autora jest posąg Stanisława Jerzego Leca ze strony tytułowej wydania polskiego Myśli nieuczesanych (1959 r.), nawiązujący do przedstawionych we wnętrzu książki popiersi słynnych starożytnych myślicieli. Wprawdzie głowa popiersia została utrącona, ale obok widzimy jego potężny mózg–byka, cóż, że prowadzonego na łańcuchu, skoro nadzorca jest taki malutki?

     

    Jeśli więc pomnik — to stawiany indywidualistom, nonkonformistom, ludziom samotnie zadumanym nad światem. A do tej kategorii Daniela Mroza zapewne można zaliczyć.

     

    Łucja Mróz-Raynoch

  • 15.122016
    Leszek_Oprzadek_Mapa_nieba_m.JPG

    Leszek Oprządek "Czarne myśli"

    Tak, o nowych rzeźbach Leszka Oprządka, pisze we wstępie do katalogu
    dr Bożena Kowalska

     

    Są one … urodziwe już samym tworzywem, zapewne jeszcze starszym tradycją, niż ceramika, choć mniej od niej trwałym. Ten rzadki dziś tradycjonalizm materiałowy przy nowoczesności koncepcji artystycznej stanowi cechę szczególną twórczości Leszka Oprządka. Jego przyścienne obiekty z różnych gatunków drewna – lipy, świerku, sosny czy dębu – mają rozmaite kształty, ale niczego nie naśladują. To formy schodkowe wycięte na wierzchołku sękatego pnia, to kwadratowa płyta przepruta różnej wielkości, małymi, okrągłymi otworami, lub inna, prostokątna , z potrójnym wcięciem w głąb, przy czym najmniejsze jest okienkiem na wylot, to kula podziurkowana jak durszlak i przecięta na pół, to deska z wystającymi karbami-żebrami i prześwitami między nimi, to wreszcie rytmicznie, symetrycznie, dziewięciokrotnie przedziurawiona, owalna forma. Wszystkie te prace, jak zawsze u Oprządka i jak poprzednio jego obiekty ceramiczne, pozostają związane z przyrodą, wręcz wprost z niej wzięte i dalej w niej osadzone. Zachował w nich artysta naturalne słoje drzewne i spękania. I zastosował do tych rzeźb odwieczną metodę delikatnego opalenia powierzchni na czarno. Apelujące do wyobraźni słoje pni stały się przez to zintensyfikowanie widoczne, a tajemnica i magia ich wnętrza tym bardziej urzekająca. A z tą aurą tajemnic i oczarowania łączy się myśl o przemijaniu zapisanym w dekoracyjnych słojach ściętych pni. Uwydatnia ją kontrast naturalnego koloru drewna z uszlachetniającą je czernią.

    Twórczość Oprządka jest sztuką innego spojrzenia na świat, sztuką symboli, skojarzeń i refleksji.

  • 27.102016
    Dobkowski,_Ksiezyc_i_moja_czeresnia_XII_m[2].jpg

    JAN DOBKOWSKI "KSIĘŻYC I MOJA CZEREŚNIA"

    Od 1982 roku mamy działkę niedaleko naszego domu i na tej działce, już w pierwszym roku użytkowania, zasadziłem drzewko czereśni, które przez lata wspaniale się rozrosło. Któregoś jesiennego wieczora w 2010 roku byłem na działce i obserwowałem z zachwytem tę czereśnię na tle olbrzymiej tarczy księżyca. Doznałem wtedy głębokiego uczucia jedności z całym Wszechświatem.

                                                                    

                                                                                                Jan Dobkowski

  • 12.052016
    Kuryluk,_Adam_i_Ewa[1].jpg

    EWA KURYLUK "CZŁEKOPEJZAŻ"

    Głównym tematem juweniliów Ewy Kuryluk jest ogród natury - bujny i ulegający nieustannej transformacji gąszcz roślin, ludzi, ulubionych zwierząt i ptaków. Swoje przedstawienia człowieka jako bytu organicznie „wtopionego” w naturę nazwała artystka pod koniec 1967 roku „człekopejzażami”. Najwcześniejsze z nich bywają idylliczne, późniejsze, po śmierci ojca i Marcu 1968, już nie. Na drugim planie rozgrywają się, zminiaturyzowane, jakieś tragiczne i przerażające epizody, dominujące coraz bardziej w malarstwie, rysunku i grafice.

     

    Kinga Kawalerowicz

  • 14.042016
    Karpowcz_zacmienie_slonca_m[2].jpg

    KATARZYNA KARPOWICZ "GENIUS LOCI"

    Czym dla mnie jest Duch Miejsca?

    Krakowskie szarości Olgi Boznańskiej. Meksykańskie kolory Fridy Khalo. Ziemiste tony Pauli Modersohn- Becker z Worpswede pod Bremą. Ogniste oranże "Wielkiego Kanionu" w Arizonie. Studium wegetacji w serii "Tunel", malowanej w zielonej Anglii - Davida Hockneya. Włoskie kolumny Giorgio de Chirico, rzucające długi cień leniwej siesty. Egzotyka mocnych barw z Tahiti kontrastująca z delikatnością tonów francuskich Paula Gauguina.

  • 03.122015
    Kaliszczuk,_Twory.JPG

    EWELINA KALISZCZUK "CIERPIĄTKA I DUSERY"

    …Ewelina Kaliszczuk jest artystką nieco nieprzystawalną do swojego pokolenia, a może i epoki. Decyzja o poświęceniu się sztuce długo w niej dojrzewała, rozrastała się niczym kłącze pochłaniające co raz to szersze pokłady tożsamości. Czas, jaki poświęciła na studia u podstaw odmienne - neurobiologię - wpłynął bardzo mocno na wizualną stronę jej twórczości. Świadomość tkanek, nerwów, znajomość budowy ludzkiego organizmu dały jej wiedzę o materialnych strukturach ciała, o którym w swoich pracach zaczęła opowiadać przez uczucia. Procesy emocjonalne zapisuje na obrazach poprzez wizualizacje cielesnych warstw. Obserwując kolejne stadia jej malarstwa widzimy coraz głębsze wchodzenie w kolejne pokłady swoich emocji. Wczesne prace są delikatne, subtelnie poruszające wrażliwe wspomnienia z dzieciństwa.

  • 14.112015
    CF016454.jpg

    STASYS EIDRIGEVICIUS "DIALOG Z CYTATEM"

    „Akademicki” dyskurs z przeszłością, „klisze” z historii sztuki nie umieszczają  widza w znanym mu, kulturowym kontekście, ale stawiają pytanie, dlaczego z nich się śmiejemy? Stasys nie posługuje się surrealistyczną „poetyką inwektywy”. Jego satyryczne kolaże przywołują arcydzieła w tym celu, aby nakłonić nas do zakwestionowania czy podważenia zakorzenionych w nas schematów czołobitnego odbioru sztuki. Nie zauważamy tu ani parodii, wyśmiewającej arcydzieła dla samego ich wyśmiewania, ani cynizmu. Bliższe są one platońskiej ironii. „Jak słusznie podkreślił to Jaspers w swojej rekonstrukcji myśli platońskiej, nie ma [ona] nic wspólnego ze spojrzeniem nihilistycznym, które idzie drogą czystej negacji i utożsamiania się z raniącym i niszczącym ośmieszaniem. Ironia platońska, odwrotnie, zakłada posiadanie czegoś pozytywnego, co nie zostaje wprost wyrażone po to, aby uniknąć nieporozumienia ze strony kogoś, kto nie jest w stanie tego zrozumieć”.

     

Strony:
  • Dodaj link do:
  • facebook.com