09.122021

Anna Güntner. Malarstwo - wystawa ma miejsce w Nowohuckim Centrum Kultury

Wystawy » Anna Güntner. Malarstwo - wystawa ma miejsce w Nowohuckim Centrum Kultury

...Obrazy Anny Güntner nie były co prawda ani wesołe, ani rozdokazywane, raczej melancholijne i nostalgiczne, ale jako niezwykłe okna na wewnętrzny świat natychmiast uwiodły wszystkich. Po pierwsze były piękne. Po drugie tajemnicze. Po trzecie niepokojąco zawieszone między sennym marzeniem o innych światach a lekko perwersyjną erotyką, wcale nie tak częstą u malujących kobiet.

O czym opowiadają? Niezmiennymi ich bohaterkami są dziewczęta o idealnie harmonijnych ciałach i spojrzeniach rzadko skierowanych pod naszym adresem, raczej zapatrzonych gdzieś w głąb siebie. Dosyć dziwni goście w przestrzeniach obrazów. Należą niewątpliwie do naszej współczesności, o czym świadczą rozmaite towarzyszące im rekwizyty. Ale same przestrzenie już są skądinąd. Z tęsknot, z historii malarstwa, głównie Renesansu, z marzeń o dalekich podróżach zarówno po czasie, jak geografii. Chciałabym tam być... - mówi każdym obrazem Anna Güntner, i póki co wysyła w te światy-zaświaty swoje zwielokrotnione alter ego: te wszystkie piękne dziewczyny będące przecież jedną i tą samą osobą.

Nie dziwmy się, że one takie nieskalanie idealne. Inne być nie mogą - jeśli mają sobie zasłużyć na obecność pośród spokojnych i wytwornych pejzaży, równie idealnych. Jeśli ktoś w tamtych czasach najdelikatniej dał do zrozumienia, że wolałby żyć zupełnie gdzie indziej, niż pośród przaśnej rzeczywistości realnego socjalizmu z jego biedą, brzydotą i bylejakością, uczyniła to właśnie Anna G. swoim malarstwem...

Tadeusz Nyczek, fragment tekstu z katalogu

 

 

Niemożliwe jest zdefiniowanie twórczości artysty, podobnie jak nie można zdefiniować rzeczy najprostszych, na przykład koloru zielonego. A lepiej jej nie oceniać. Ale można próbować porównania jej z innymi i wyszukania dla niej miejsca, tak właśnie, jak kolor zielony mieści się między dwoma kolorami tęczy i jest naturalny, pogodny, chłodny. Jeżeli zaś to miejsce artysty jest potrzebne i bez niego byłoby czegoś brak, to jest już bardzo dobrze.

Anna Güntner należy do polskiej sztuki fantastycznej, która była zawsze bardzo skąpa. Do końca osiemnastego wieku nie było dla niej klimatu, poza diabłem i śmiercią. A w stuleciu następnym, gdy zapanował romantyzm, byliśmy w niewoli i porządna sztuka musiała pomagać w życiu patriotycznym, a nie zmyślać czego nie ma.

Równocześnie Güntner zajęta jest sprawą ludzkiego ciała, tego nagiego boga, dla którego zawsze brakło miejsca na naszym północnym Olimpie. Już te dwa elementy zwracają naszą wrażliwość w jej stronę. Dodajmy jeszcze charakterystyczne Güntner, a tak istotne dla wyobraźni, myślenie i twórczość obrazami i czego domaga się samo słowo wyobraźnia, powstałe z obrazu i imaginacja zrodzona z imago, a co tak trudne jest do zrealizowania. I rozpatrzmy te trzy sprawy po kolei. Nie warto podobno malować tego, co jest, gdyż namalowane nie będzie nigdy doskonalsze.

Ale tym bardziej nie warto malować tego, czego nie ma. Fantazja omija obie te trudności. Wprowadza do świata realnego poprawkę niespodzianki, baśni, cudu, może nawet przyrzeczenie szczęścia. Sztuka fantastyczna stwarza to, czego w życiu realnym brak, a czego nam trzeba. Świat Güntner nie jest więc prawdziwy, ale jest bardziej zabawny, pogodny i czysty. A przy tym, dzięki jej umiarowi, jest wiarygodny. Korektury zaś, które stwarza artystka, obejmują dwie kwestie najbardziej drażliwe dla współczesnego człowieka, to znaczy inwazję maszyn, z zewnątrz, a od środka odwieczne utrapienie miłosno-erotyczne.

Maszyny, na obrazach jej są obłaskawione, pasą się na trawie, stanowią część idyllicznego krajobrazu Arkadii. Podobnie jest z erotyką. W obrazach Güntner z nagimi postaciami dziewczyn boginek jest nastrój wiecznej niedzieli, czułego liryzmu, któremu nie grozi zmiana. Ta para ludzka malowana przez nią będzie wiecznie młoda i piękna, będzie sobie wierna, będzie zawsze się kochać. Gwarantuje również ich podobieństwo: są przecież jak kochankowie, a trochę jak brat i siostra. Widać to zaś wszystko dokładnie na jej obrazach, gdyż są narysowane i malowane precyzyjnie, z tą dbałością, jakiej wymaga zrobienie doskonałego przedmiotu. Pomimo tego, są nam bliskie, gdyż są ilustracją naoczną nie myśli, którą jesteśmy aż nazbyt zmęczeni, ale naszych marzeń.

 

                                                                                                               Andrzej Banach

 

Przedruk z katalogu wystawy: Anna Güntner Malarstwo, Zachęta, Warszawa, styczeń 1967

  • Dodaj link do:
  • facebook.com