Wystawy

  • 18.012022
    IMG_2219.jpg

    Joanna Karpowicz "Późne lato. Anubis w Walencji"

    Mój spacer z Anubisem

    Cztery lata temu kupiłem mieszkanie dla mojej rodziny. Sam zamysł był odrobinę wariacki. Z narzeczoną mieliśmy po własnym dziecku z poprzednich małżeństw, postanowiliśmy połączyć ten bałagan i zamieszkać w Krakowie. Gonił nas czas. Gnietliśmy się na mojej wynajętej chacie z czasów kawalerskich, która żadną miarą nie odpowiadała potrzebom rodziny. Tymczasem wykończenie nowego mieszkania wlokło się w ospałych interwałach powodzi i braków materiałowych. Czekanie na same drzwi wydawało się dłuższe od wieczności. Naprawdę, gdyby van Gogh malował w tym tempie, do dzisiaj gapiłby się na wazon i zagruntowane płótno. W tej czarnej godzinie narzeczona pokazała mi obraz, którego zdjęcie znalazła w internecie. Nosił tytuł „Long Road Home" i przedstawiał Anubisa, który wraz z chłopcem idzie hen, przed siebie, tą długą drogą. Dokąd idą? To chyba jasne. Przecież Anubis jest bogiem podziemi. Ze spokojem wiódł dziecko do jedynego domu, ku któremu zmierzamy wszyscy. Zakochałem się w tym obrazie, a niepokój w nim zawarty odebrałem jako własny. Nie wiedziałem kto i kiedy go namalował. „Long Road Home" po prostu wyskoczył jako jedna z grafik w internecie. Ze zdziwieniem odkryłem, że autorka jest Polką i jeszcze mieszka w Krakowie. Poznałem jej prace ze wskazaniem na cykl z Anubisem. Zakochałem się w nich. Ale właśnie obraz z chłopcem pozostał tym wymarzonym. Kupmy go, powiedziała narzeczona. Akurat na nowe mieszkanie. Miała rację. Doszedłem do oczywistego wniosku, że tak właśnie musimy zrobić, bo Anubis jest naszym przeznaczeniem. Myślałem o własnej drodze, która przywiodła mnie do obecnego miejsca, przez gruz nieudanych miłości, fałszywych przyjaźni, cudownych przygód i katastrofalnych decyzji. Więc kupujemy. Tak zdecydowaliśmy, ciągle czekając na drzwi. Mógłbym teraz napisać, że kupiliśmy go za ostatnie pieniądze, bo mieszkanie i jego wykończenie pochłonęło wszystkie oszczędności. To byłaby nieprawda, bo nie mieliśmy żadnych pieniędzy, a ostatni grosz przepiłem w knajpie, stawiając wódkę i żarcie ukochanemu przyjacielowi. Ten obraz wzięliśmy na kreskę dzięki życzliwości samej artystki, zerkając w otchłań pustego konta. Wreszcie wprowadziliśmy się. Zaraz powiesiłem go w starannie wybranym miejscu, tak aby pozostawał w zasięgu wzroku przez cały dzień. Nie mieliśmy pieniędzy, większości mebli ani tych cholernych drzwi. Mieliśmy za to Anubisa. Został z nami do dziś. Był to, przypuszczalnie, najważniejszy zakup w moim życiu, także dlatego, że Joanna Karpowicz powiedziała mi, już kiedy kupiliśmy ten obraz, że uczyła się w pracowni mojego ojca, w Akademii Sztuk Pięknych. Znalazła tam bezpieczne miejsce, gdzie mogła pracować i się rozwijać, o co niełatwo na uczelniach artystycznych. Tego też nie wiedziałem - mój zmarły już tata był dla niej, przynajmniej przez moment, istotnym człowiekiem. W ten sposób Anubis odsłonił tajemnicę podziemi.

    Łukasz Orbitowski

  • 09.122021
    DSC_7318_maly.jpg

    Anna Güntner. Malarstwo - wystawa ma miejsce w Nowohuckim Centrum Kultury

    ...Obrazy Anny Güntner nie były co prawda ani wesołe, ani rozdokazywane, raczej melancholijne i nostalgiczne, ale jako niezwykłe okna na wewnętrzny świat natychmiast uwiodły wszystkich. Po pierwsze były piękne. Po drugie tajemnicze. Po trzecie niepokojąco zawieszone między sennym marzeniem o innych światach a lekko perwersyjną erotyką, wcale nie tak częstą u malujących kobiet.

    O czym opowiadają? Niezmiennymi ich bohaterkami są dziewczęta o idealnie harmonijnych ciałach i spojrzeniach rzadko skierowanych pod naszym adresem, raczej zapatrzonych gdzieś w głąb siebie. Dosyć dziwni goście w przestrzeniach obrazów. Należą niewątpliwie do naszej współczesności, o czym świadczą rozmaite towarzyszące im rekwizyty. Ale same przestrzenie już są skądinąd. Z tęsknot, z historii malarstwa, głównie Renesansu, z marzeń o dalekich podróżach zarówno po czasie, jak geografii. Chciałabym tam być... - mówi każdym obrazem Anna Güntner, i póki co wysyła w te światy-zaświaty swoje zwielokrotnione alter ego: te wszystkie piękne dziewczyny będące przecież jedną i tą samą osobą.

    Nie dziwmy się, że one takie nieskalanie idealne. Inne być nie mogą - jeśli mają sobie zasłużyć na obecność pośród spokojnych i wytwornych pejzaży, równie idealnych. Jeśli ktoś w tamtych czasach najdelikatniej dał do zrozumienia, że wolałby żyć zupełnie gdzie indziej, niż pośród przaśnej rzeczywistości realnego socjalizmu z jego biedą, brzydotą i bylejakością, uczyniła to właśnie Anna G. swoim malarstwem...

    Tadeusz Nyczek, fragment tekstu z katalogu

  • 21.102021
    13-DSC05139-pom.jpg

    Anna Karpowicz-Westner "Czułość świata"

     

     

    Czułość świata przełożona na czułość obrazu. Światoczułość.

    W każdym obrazie Anny Karpowicz-Westner odnajduję przekonanie, jeśli nie dowód na to, że tyle czułości świata dla nas, ile czułości nas dla świata.

    Tak, świat jest okrutny, i nie raz boleśnie nas doświadcza – przyznaje Anna – ale jest też niezwykle hojny poprzez kolor, poprzez światło.

    Uważność spojrzenia na otaczający świat przenosi na płótno i, jak mówi, nie może się od niego oderwać – każdy obraz wymaga swojego czasu. Narastają kolejne faktury, nawarstwienia olejnej farby.

    Uważność na obraz, zwłaszcza przy tej technice, jest szczególnie istotna, bo farba wysychając się zmienia, a najważniejsze to zachować świetlistość kompozycji. Anna lubi obraz sprawdzić.

    Za każdym razem, kiedy patrzę na obrazy Anny Karpowicz-Westner, chce pobyć dłużej i dłużej w ich światach zamkniętych jak w kropli bursztynu, w sennych godzinach małych miasteczek z uliczkami przechodzącymi w wiejskie drogi.

    Zatrzymanie się przy nich to wejście w stan pogodzenia, empatii, a przede wszystkim tajemnicy świata, egzystencji, obrazu.

                                                                          

    Małgorzata Czyńska

  • 16.092021
    IMG_0956_m.jpg

    Iwona Ornatowska - "Zmysły"

     

    Prace prezentowane na wystawie są częścią cyklu pt. Zmysły powstałego w czasie pandemii w 2020/2021 roku. Moc natury, jej piękno i zmysłowość, stała się ratunkiem na wielomiesięczny stan izolacji i polem do refleksji nad zjawiskiem przemijania.

     

     

  • 18.062021
    Artemis_Agnieszka_Lakoma.Via_Lucis_1e.jpg

    Agnieszka Łakoma "Via Lucis"

     

    Otwarcie wystawy Via Lucis Agnieszki Łakomej zgromadziło wiele osób stęsknionych za jego tradycyjną formą, możliwością spotkania z Artystką i kontemplacją jej subtelnych wklęsłodruków.

    Ekspozycja towarzyszy wydarzeniom Międzynarodowego Triennale Grafiki 2021 i wskazuje na wciąż nowe możliwości tradycyjnych technik graficznych odkrywanych przez kolejne pokolenia.

    Gratulacje składali: Robert Piaskowski – pełnomocnik Prezydenta miasta Krakowa ds. Kultury, dr Marta Raczek-Karcz – Prezes Stowarzyszenia MTG, Joanna Warchoł - Prezes ZPAP w Krakowie oraz liczne grono kolegów i koleżanek korzystających z pracowni graficznej ZPAP przy ul. Łobzowskiej, gdzie powstały odbitki Agnieszki Łakomej.

  • 11.032021
    IMG_4681.jpg

    Joanna Karpowicz "Papiery wartościowe"

    Kiedy zobaczyłam Anubisa po raz pierwszy wydało mi się, że go znam, rozumiem, kocham.

    A miejsca, w których się objawia są mi znajome, jak zachód słońca i pełnia księżyca. Chcę go oglądać przed zaśnięciem i zabierać w podróż jak talizman. Uspokaja mnie cielesna obecność Anubisa. W miejscach, w których byliśmy, a w których już nas nie ma. W których zostaliśmy na zawsze. W których nigdy nie będziemy.

    Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Anubisa być może ją usłyszałam. Pieśń miłości. Słyszę ją o szarej godzinie w małej pustej uliczce, słyszę ją patrząc w morze, siedząc u nabrzeża w chorwackiej wiosce. Pieśń miłości najlepiej słyszę w samotności. Nadstawiam moich długich jak u Anubisa uszu. Trwa obezwładniające piękno chwili. Czas nie istnieje, jestem wszędzie, jestem połączona.

    Pieśń miłości jest wieczna jak wieczna jest samotność Drakuli, który żyje poza czasem z nadzieją, że gdzieś kiedyś spotka ciało swojej ukochanej Elisabety. Jego samotność przypomina mi samotność Anubisa. Słyszę ją, kiedy na niego patrzę, na jego przejmującą martwą ciszę - z takiej ciszy rodzi się pieśń najpiękniejsza.

    Antropolodzy kultury upatrują narodzin muzyki w lamencie żałobnym. Ja się z tym zgadzam, bo pieśni miłości to najczęściej pieśni niespełnienia i straty. Miłość i śmierć tu łączy się w jedno. Pieśń nieśmiertelności. A więc to ją śpiewa Anubis.

     

    Bela Komoszyńska – kompozytorka, autorka tekstów i wokalistka zespołu Sorry Boys

  • 19.122020
    IMG_0188.jpg

    Jacek Waltoś "Empedokles u krateru Etny"

    Inspiracją cyklu dzieł Empedokles u krateru Etny był dla Jacka Waltosia utwór Friedricha Hölderlina Śmierć Empedoklesa. Tragedia nieukończona, kilkukrotnie zmieniana przez poetę – istnieją trzy jej wersje – przedstawia filozofa w momencie wygnania z miasta, pod zarzutem popełnienia hybris, występku uznania się za równego bogom. Dla nas istotne są te interpretacje tragedii, które wydają się współbrzmieć z poszukiwaniami Jacka Waltosia. Zgodnie z tymi refleksjami samobójstwo Empedoklesa – śmierć w katerze Etny - jest pragnieniem przywrócenia pierwotnej harmonii – pełni, ucieczką od istnienia w obrazie czy figurze. Obrazy Jacka Waltosia z cyklu Empedokles u krateru Etny oddają napięcie tego tragicznego węzła. Czarna otchłań krateru jest zarazem kresem i obietnicą nieskończonych możliwości, zaś u jego krawędzi kształtują się formy w dążeniu do określoności i oddzielenia.

    Fragment tekstu Barbary Major do katalogu wystawy Jacka Waltosia

     

    https://restartmag.art/empedokles-wedlug-waltosia/

  • 26.112020
    wernisaz_Tarasewicza_1.jpg

    LEON TARASEWICZ - wystawa malarstwa

    Prawdziwy, rasowy malarz, maluje w zasadzie bez ustanku. Gdziekolwiek jest – organizuje swoje otoczenie wizualnie, reżyseruje kolorystycznie przestrzeń, podejmuje podstawowe, malarskie kwestie: barwy, światła i formy. Także dla Leona Tarasewicza - laureata najważniejszych polskich wyróżnień malarskich: Nagrody im. Jana Cybisa (1998) i Nagrody Fundacji Nowosielskich (2000) – cały świat jest malarstwem, nieprzypadkowo krytyka określiła go kiedyś „malarską bestią z krwi i kości”.

  • 17.092020
    wernisaz_Dobkowskiego.JPG

    Jan Dobkowski "Obrazy magiczne"

    Dlaczego ta seria obrazów Jana Dobkowskiego ma tytuł Obrazy magiczne?

    Cykl Obrazy magiczne to 25 prac niewielkiego formatu z 2020 roku, bardzo specyficznych a jednocześnie ściśle związanych z dotychczasową twórczością Jana Dobkowskiego.

    Ich magiczność to dla mnie możliwość odnajdywania - w kolorze, formie i przestrzeni - powiązań z wieloma wątkami jego poprzednich cykli . Jest tam i tajemniczość rysunków z lat 70., uroda form przestrzennych Pierworodni czy Wszechbędąca, poliptyku ...a życie sobie płynie... , jest też Psyhe-Physis czy Nie-bo.

    Mam nadzieję, że obcując z tymi obrazami wiele osób znajdzie przyjemność w przypisaniu najbardziej odpowiadających tym obrazom określeń, które wybrałam z bogatego zbioru synonimów słowa magiczny :

     

    tajemniczy

    intrygujący

    przykuwający uwagę

    zagadkowy

    nierealny

    intymny

    nierzeczywisty

    hipnotyczny

    pociągający

    fascynujący

    ezoteryczny

    ekscytujący

    poetycki

    nastrojowy

    porywający

    rozkoszny

    tajemny

    niezwykły

    enigmatyczny

    interesujący

    liryczny

    melancholijny

    romantyczny

     

     

                                                                                                   Maja Dobkowska

  • 25.052020
    powrot.JPG

    Joanna Karpowicz "Powrót"

    “Powrót z gwiazd”, Stanisława Lema zawładnął moją wyobraźnią lata temu. Uwiodła mnie futurystyczna wizja miasta, organicznego tworu mieniącego się feerią barw, ale też mrocznego, pochłaniającego. Czytałam tę powieść wielokrotnie, z czasem coraz mniej zwracając uwagę na niezgrabny wątek romantyczny, coraz bardziej zaś rozumiejąc uniwersalne przesłanie. Nieodmiennie wzruszał mnie obraz zamykający powieść - Hal Bregg, wspinający się na górski szczyt, godzący się z Ziemią, z przyszłością, która stała się dla niego teraźniejszością.
    Fantastycznie sugestywny język Lema sprawił, że zawsze widziałam tę historię w obrazach. “Powrót z gwiazd” idealnie nadaje się do przełożenia na język komiksu (lub raczej powieści graficznej). Realizacja takiego projektu była od dawna moim marzeniem, a ta wystawa jest, być może, pierwszym krokiem do jego spełnienia.
    Obrazy, które powstały w ramach cyklu “Powrót” nie mają charakteru ilustracji, choć osoby, które znają książkę odnajdą w nich konkretne wątki i tropy. Wyzwaniem była dla mnie praca w obrębie zupełnie nowej palety kolorystycznej. Było to odświeżające i wyzwalające doświadczenie, coś jakby powrót do dzieciństwa. Fiolety, zielenie, magenta i czerwień, rdzawe tony, żółte i pomarańczowe światła - czułam, że to jest potrzebne mnie i tym obrazom, temu, namalowanemu przez Lema, światu.
    Bardzo ważny był też dla mnie element zabawy, cytaty z Hoppera, mrugnięcie okiem do widza, delikatne nawiązania do “Blade Runnera”. Bo czy nie o to w tym wszystkim również chodzi? O zabawę, o marzenie, o zmyślenie, w którym można się zatopić? Życie tu i teraz bywa męczące.
    Mam nadzieję, że obrazy z cyklu “Powrót” pomogą Państwu podróżować w czasie.

     

    Joanna Karpowicz

Strony:
  • Dodaj link do:
  • facebook.com